czwartek, 14 kwietnia 2011

Nie jestem kotem.

Nie jestem kotem. Ale byłem nim. Dziś jestem już tylko duchem kota. Naturalnie nie być, to nie jest nic dobrego. (Odwieczną kwestię Hamleta rozstrzygnąłem już dawno, kiedy wraz z życiem straciłem miskę z ulubionym łososiem w galarecie Whiskasa oraz możliwość polowania na ptaki.) Ale bycie duchem ma jedną zaletę. Można bez specjalnego wysiłku udawać się w dalsze i bliższe podróże, pozostając niewidzialnym. Można wracać do dawnego domu, pozostając niezauważonym.
Właśnie wybieram się w pierwszą podróż.
Po powrocie postaram się tu napisać o czymś, co było warte zapamietania.
Duchy - nawet duchy kotów - zapamiętują wszystko tak samo jak żywi ludzie.