Nie jestem kotem. Ale byłem nim. Dziś jestem już tylko duchem kota. Naturalnie nie być, to nie jest nic dobrego. (Odwieczną kwestię Hamleta rozstrzygnąłem już dawno, kiedy wraz z życiem straciłem miskę z ulubionym łososiem w galarecie Whiskasa oraz możliwość polowania na ptaki.) Ale bycie duchem ma jedną zaletę. Można bez specjalnego wysiłku udawać się w dalsze i bliższe podróże, pozostając niewidzialnym. Można wracać do dawnego domu, pozostając niezauważonym.
Właśnie wybieram się w pierwszą podróż.
Po powrocie postaram się tu napisać o czymś, co było warte zapamietania.
Duchy - nawet duchy kotów - zapamiętują wszystko tak samo jak żywi ludzie.